Rozdział 1





Dziewczyna spuszczała wzrok na swoje małe stopy w drewnianych sandałach.
Stała w drzwiach, z dłonią nerwowo zaciśniętą na chudym ramieniu, a Hanael widział, jak jej palce przyciskały skórę bardziej i bardziej, aż ta nabierała kremowobiałego odcienia. Czarne włosy, splątane i napuszone od deszczu, zasłaniały twarz i opadały na pokryte gęsią skórką ramiona. Przemoczona sukienka lepiła się do łydek.
Dziewczyna nie poruszała się do tego stopnia, że przypominała bardziej obrazek niż żywego człowieka stojącego tuż przed Hanaelem. Tak jakby można było tę chwilę powiesić na ścianie i obserwować z boku.
Tylko skóra dookoła zaciśniętych palców stawała się coraz bielsza.
― Witaj. ― Hanael próbował się uśmiechnąć, ale coś w nim uniemożliwiało to już od dawna. Za każdym razem cierpliwie ściągało jego brwi i marszczyło czoło w zmęczonym wyrazie, czyniąc z uśmiechu ponurą parodię.
Jakby był zbyt wyczerpany, żeby podnieść kąciki wąskich ust.
― Masz na coś ochotę? ― zapytał, starając się zabrzmieć łagodnie. Zachęcająco. ― Kawę albo herbatę?
Szybko pokręciła głową.
― Nie ― wyrzuciła z siebie, zbyt głośno w stresie, i zaraz dodała ciszej: ― …nie, dziękuję.
Hanael nie spodziewał się innej odpowiedzi i podsumował to tylko kolejnym bladym, niewyraźnym uśmiechem, powoli kiwając głową. Chociaż i tak nie mogła tego zobaczyć ― nadal nie podniosła na niego wzroku.
― Rozumiem. Proszę, wejdź do środka.
Odsunął się na bok ― nie zajmował dużo miejsca, całkiem wysoki, ale chudy na wzór szkieletu ― i patrzył, gdy przechodziła. Jej tatuaż rodowy na ramieniu nie dał się określić w żaden sposób; to musiała być jakaś mała, skromna rodzina z równie małym i skromnym tatuażem.
Krój jej sukienki i pomarańczowy kolor wstążki, którą przewiązała się w pasie i do której przytroczyła sakiewkę, wskazywały zresztą na ubogą klasę.
To mimowolnie obudziło w Hanaelu cień radości. Może chciała czegoś ważnego ― nie przyszłaby tutaj z bezsensowną prośbą przynoszącą szczęście na krótką chwilę. Może będzie mógł jej pomóc. Naprawdę pomóc; nie tylko dać nic nieznaczącą umiejętność.
Zamknął za nią drzwi ― upewniając się z lekkim uściskiem w brzuchu, czy na ganku nie było nikogo jeszcze ― i nieznacznym gestem wskazał kierunek.
― Chodź tędy, proszę.
Zaprowadził ją między pachnącymi wilgocią deskami do salonu. Miała spięte ruchy, jakby wszystkie mięśnie zaciskały się mocno i nie pozwalały na gwałtowniejsze gesty. Hanael rozumiał to. Jego mięśnie zazwyczaj tak robiły.
Nawet teraz, gdy dostrzegł, że jedna z grubych zasłon w oknie nie była zaciągnięta do końca, wzdrygnął się i podszedł, żeby ją poprawić. Drążki, niewymieniane, odkąd Hanael kupił dom ponad dwa lata temu, zdążyły zardzewieć i zgrzytnęły odrobinę. Ustąpiły jednak, ponownie pozwalając pokojowi pogrążyć się w półmroku rozganianym jedynie stojącą na niewysokim stole świecą i lampą oliwną w kącie.
Hanael siadł w fotelu na końcu stołu, podnosząc z oparcia twardą, małą książkę i zamykając ją cicho.
― Proszę, usiądź. ― Nie patrzył na dziewczynę. Ewidentnie ją to peszyło.
Hanael też nie lubił być obserwowany. Zawsze, czując na sobie czyjeś oczy, wiedział, że zaraz coś zniszczy. Na samą myśl robiło mu się duszno.
Dziewczyna usiadła powoli, poprawiając sukienkę. Zaczęła wyginać dłonie, zaraz jednak przestała, szybko złączając je i kładąc na kolanach. Hanael podniósł kubek ze stołu i upił łyk, mimo że jego żołądek nadal jeszcze zaciskał się w supeł. Zimna, niedopita kawa przetoczyła się przez przełyk jak przez wgniecioną rurę.   Wzdrygnął się, ale nie odstawił kubka. Przynajmniej mógł zająć czymś ręce.
Chciałby, żeby chłód szkła wydawał się bardziej uspokajający.
― Jak ci na imię? ― zapytał, a jego szept ledwo zabrzmiał w pomieszczeniu. Hanael miał suche usta, dziwnie wysuszony język i czuł się już od dłuższego czasu niezdatny do mówienia.
Dziewczyna naprzeciwko niego chyba też, bo odpowiedzenie zajęło jej chwilę dość długą, by dało się w tym czasie zerknąć przez wszystkie okna, upewniając się, że okolice domku były wyludnione.
― …Thati.
― Thati ― powtórzył Hanael powoli, kiwając głową. ― Ja mam na imię Hanael, Thati.
Nie był pewien, czy bezsensownie przedstawił się, żeby uspokoić ją, siebie, czy obojga. Wiedział tylko, że zabrzmiał tragicznie, jak gęś próbująca dostosować się do stada pawi. Puzzel nie od tej układanki.
Odgarnął kitkę przerzedzonych brązowych włosów z ramienia na plecy, spuszczając wzrok na kubek. Widział swoje chude, zbyt długie palce i nagle czuł się jeszcze bardziej niezręcznie.
Znowu zrobiło mu się duszno.
― Nie musisz się mnie bać, Thati. Przyszłaś tu ― głos Hanaela, wbrew wszystkiemu, nadal brzmiał bardzo stabilnie ― żeby mnie o coś poprosić, prawda?
Dziewczyna skinęła głową po długiej chwili ciszy, a napięcie obejmowało kolejne mięśnie Hanaela.
― O co takiego?
Thati drgnęła. Poruszyła się, jakby chciała podnieść wzrok, wreszcie spojrzeć na Hanaela ― wreszcie pozwolić mu spojrzeć na siebie ― ale tylko mocniej zacisnęła dłonie.
― Chciałabym… ja… ― Jej głos zaciął się jak stara płyta. ― Chciałabym…
Hanael uśmiechnął się blado.
― Spokojnie, Thati.                                        
― Chciałabym być piękna.
Hanael poczuł, że wszystkie siły nagle z niego uleciały. Jego mięśnie rozluźniały się powoli, gdy patrzył w resztkę kawy na dnie kubka.
Piękna.
Hanael wiedział, że nie miał prawa odwodzić ludzi od ich pragnień. Tak przyjął ― z niczego się nie wycofywał, nie mógł zrobić tego teraz. Miał dawać ludziom to, co uszczęśliwiało ich, nie to, co on uważał za słuszne. Nie był tu, żeby oceniać. Nie był wyrocznią, ze swoim wąskim zasobem wiedzy. Zbyt wąskim, żeby znać się na czymkolwiek martwym. A co dopiero na ludziach.
Co ktoś tak żałosny jak on mógł o nich wiedzieć.
Podniósł wzrok, spoglądając na dziewczynę. Spuściła głowę znacznie niżej, jakby w załamaniu, ale nadal sztywno prostowała ręce i zaciskała dłonie na kolanach. Jej ciemne włosy plątały się dookoła palców.
― Spójrz na mnie, Thati. Proszę.
Podniosła twarz jak źle naoliwiony robot, w krótkich impulsach i drgnięciach, nadal chowając głowę w ramionach.
Hanael poczuł się nieswojo, dostrzegając w obcych, wyłupiastych oczach przerażenie tak znajome, jakby patrzył w lustro. Szybko uciekł od nich wzrokiem, przyglądając się reszcie twarzy. Trochę zbyt trójkątny podbródek. Trochę za bardzo odstające uszy. Trochę zbyt wysokie czoło.
Wyglądała jak zwyczajny człowiek.
― Nie jesteś brzydka. ― Starał się powiedzieć to zachęcająco i uśmiechnąć się po raz kolejny.
Odpowiedziało mu skulenie.
― Tej zimy… ― Thati znowu zaczęła wyginać palce. ― Tej zimy wychodzę za mąż. Mój narzeczony nie chce na mnie patrzeć. Widzę to… widzę, że nie jest ze mnie zadowolony. Byłby… byłby tak szczęśliwy, gdyby zobaczył mnie… lepszą.
Hanael odetchnął powoli.
― Thati, posłuchaj mnie. ― Nie powinna go słuchać. Kim on był, żeby go słuchać? ― Jesteś piękną, młodą dziewczyną, masz jeszcze…
― Proszę! ― przerwała mu nagle, piskliwie, drgając cała. ― Proszę, nie mogę wrócić do domu po tym i… Zapłacę… ― Sięgnęła do sakiewki drżącą dłonią. ― Zapłacę, ile tylko pan chce, obiecuję, ja… ja po prostu muszę…
Wyglądała na bliską płaczu, co wprawiło Hanaela w sekundowe odrętwienie.
― Spokojnie ― poprosił niemalże, wydawało się, że zbyt cicho, by Thati mogła go usłyszeć; a jednak zamilkła natychmiast. ― Przepraszam. ― Objął ramiona, żeby dodać sobie otuchy. Materiał jego koszuli był szorstki i drapiący. ― Oczywiście uczynię cię piękną, skoro takie jest twoje życzenie.
Thati szybko przetarła palcami oczy.
― Dziękuję ― wymamrotała, rozsupłując sakiewkę.
― Dziesięć durnów, proszę.
― Tylko dziesięć? ― Trudno było jej ukryć zaskoczenie.
― Dziesięć to wystarczająca cena. Połóż je obok świecy. Proszę.
Hanael uśmiechnął się bladym, zmęczonym uśmiechem, patrząc, jak odkładała pieniądze. Żółty blask świecy padł na jej obgryzione paznokcie.
Odpowiednie słowa już pchały się do niego. Jeszcze nie do końca złożone, jeszcze nie całkiem składne, ale już gotowe do współpracy, wywołujące łagodny dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa.
― To potrwa zaledwie chwilę ― powiedział Hanael, a jego głos po raz pierwszy nabrał normalnej głośności.
Thati skinęła gorliwie, opuszczając głowę. Hanael przyglądał się jej czarnym włosom, czekając. Zaraz znowu podniosła wzrok.
― Czy to… czy to będzie…
― Nie, to nie będzie bolało. Obiecuję.
Znowu spuściła głowę i Hanael wiedział, że nie miała więcej powodów, żeby ją podnosić.
Wyprostował się powoli w fotelu, na chwilę opuszczając powieki. Zwykle, gdy zamykał oczy, świat nagle wydawał się mniejszy. Groźniejszy. Jak klatka zaciskająca się dookoła niego.
Ale nie teraz.
Teraz magia tłoczyła się w nim, witając dreszczami wywołującymi gęsią skórkę i melodyjnym brzmieniem gdzieś na skraju umysłu. Hanael niemal nie słyszał własnych słów, wypowiadanych cicho, brzmiących w przestrzeni i układających się w łagodną litanię, kładącą się czarnymi śladami liter na ciele Thati.
Magia była jak wiosenny deszcz. Łagodna, delikatna i pobudzająca do życia, sprawiająca, że krew w żyłach Hanaela zaczynała płynąć żywiej i serce nabierało zdrowego rytmu. Niepozwalająca czuć stopniowego wysychania śliny w ustach, tłocząca się siłą.
Hanael wiedział, że na nią nie zasługiwał. A jednak magia nadal z nim była.
Słowa stopniowo nabierały silniejszego brzmienia, zaczynały odbijać się w jego uszach i głowie silnym echem, a tysiące dźwięków nakładało się na siebie w harmonii. Hanael otworzył oczy, ale wydawało mu się, że nie widział nic poza literami, poszczególnymi znakami składającymi się na całość zaklęcia.
Ostatnie słowo przebrzmiało w jego ustach, pozostawiając smak pustki na języku. I wszystko umilkło.
Hanael natychmiast pozbył się oszołomienia, wracając do ostrości spojrzenia, do przyziemnej rzeczywistości, i skupiając wzrok na Thati.
Nie zauważył nawet, gdy podciągnęła nogi na fotel i przytuliła się do nich, chowając twarz w kolanach. Siedziała, jakby oczekując ciosu ― splot kończyn i czarnych, gęstych loków.
― Już skończyłem, Thati. ― Hanael czuł, jak jego uśmiech, wywołany magią, stopniowo gaśnie.
Jak w zwolnionym tempie Thati opuściła kolana, nerwowym gestem wygładziła sukienkę i podniosła wzrok. Duże oczy, łagodnie zadarty nos, wydatne usta, gęste rzęsy. Wszystko, co było ideałem piękna według Thati, pod którą dostosowało się zaklęcie.
Hanael nie czuł się nawet zaskoczony tym, jak bardzo jej ideał piękna przypominał posągi nimf uwielbianych przez ten kraj.
― Wyglądasz jak nimfa, Thati. ― W jego głosie przebrzmiała rezygnacja.
Zadrżała.
Przerażenie w jej oczach nie zmieniło się nic a nic.
― Czy mogłabym… mogłabym… ― Spuściła wzrok, może zaskoczona własną zuchwałością, i zaczęła gładzić gęste kosmyki włosów.
― Oczywiście. ― Hanael wstał. ― Chodź ze mną, proszę.
Lustro wisiało kiedyś nad umywalką w łazience, ale Hanael nie był w stanie spotykać się z własnym spojrzeniem. Nie umiał nawet określić, czy bardziej czuł się obrzydzony, czy po prostu zawstydzony tym, co widział w odbiciu. Tym, na co inni ludzie musieli czasem patrzeć. Przerażoną, zgarbioną, zaniedbaną istotą z sinymi worami wydrążonymi pod oczami i strachem, wiecznie czającym się na twarzy, w zmarszczeniu brwi i zaciśniętych ustach.
Dlatego Hanael przeniósł lustro do wąskiej kuchni i przykrył już bardzo dawno temu, a ono nadal stało tam, pozwalając mu zapomnieć własny wygląd.
Hanael szybko ściągnął z niego szorstką płachtę i zrobił miejsce dla Thati, odsuwając się w kąt pomieszczenia.
Lustro sięgało jej zaledwie do piersi, opadła więc powoli na podłogę, machinalnie wręcz poprawiając fałdy sukienki. Jej dłonie szybko rozluźniły się ― i zaraz potem uniosły, gdy łagodnie dotykała własnego policzka. Migdałowe oczy rozszerzały się, a usta otwierały lekko, gdy Thati patrzyła na swoje nowe odbicie w brudnym, nadpękniętym lustrze.
Jej podbródek zaczął drżeć pierwszy. Przycisnęła do niego dłoń, ale dłoń drżała już wraz z nim, a oczy ― Hanael zobaczył to, gdy gwałtownie odwróciła się ku niemu ― wypełniły się łzami.
― Jestem… piękna. ― Niedowierzający mamrot wydobył się z jej ust. ― Jestem… to niesamowite, ja… ― Szybko wytarła łzy, wyciągając smukłe, jasne ręce do Hanaela. ― Pan jest niesamowity… Ja… Dziękuję, ja… A więc to prawda… ― Jej słowa plątały się jak przemieszane nici.
Hanael odsunął się, ale uderzył plecami o ścianę. Drgnął, osaczony, i zdębiał cały, gdy Thati zacisnęła palce na jego dłoniach.
― To prawda, że pan jest bogiem…
Hanael wzdrygnął się, czując, jak ubranie lepiło się do niego mocniej w kolejnym ataku duszności.
― Nie. ― Wyrwał ręce, przyciskając je do siebie i nieporadnie obejmując własne ramiona. Uciekł wzrokiem w bok, wbił go w zasłonięte okno. Nie umiał nawet na nią spojrzeć. ― Nie ma bogów na ziemi, Thati.
Jego głos prześlizgnął się w oziębłość tak szybko, że Thati cofnęła się o krok, nadal na klęczkach. Hanaelowi robiło się słabo, gdy myślał o tym, że klęczała przed nim z tym wyrazem przerażenia wymalowanym na jej nowej twarzy.
Jego żołądek zaciskał się coraz mocniej.
― Idź już. ― Niemalże to warknął, mając wrażenie, że zaraz spłonie ze wstydu i zażenowania. ― Proszę.
Słyszał tylko, jak Thati podnosiła się i wychodziła, odgarniając fałdy własnej sukienki.
― Dziękuję. Dziękuję…
Jej podziękowania plątały się jeszcze w korytarzu, rozerwane dopiero przez trzask drzwi. Przedarł barierę szeptu między nimi tak, że Hanael aż drgnął w zaskoczeniu. Zaraz potem resztka jego sił uleciała i poczuł, że nie ustoi ani chwili dłużej. Jakby ktoś nagle zabrał mu nogi. Osunął się wzdłuż ściany, opadając na zakurzoną, drewnianą podłogę, a puste parsknięcie rozpaczliwego śmiechu poniosło się echem po kuchni.
― Bóg ― wymamrotał. ― Nazwała mnie… cholernym bogiem.
Mimowolnie spojrzał w stronę lustra. Posłusznie odbiło jego wychudłą, żałosną postać.
Tak nie wyglądał bóg.
Tak wyglądał zagubiony, żałosny nastolatek, który nie zasługiwał na żadną pomoc.
Hanael objął własne ramiona mocniej, nie czując się na siłach oderwać wzroku. Jakby jedna ze starych pajęczyn, zwisających gdzieś z tyłu lustra, złapała go jak muchę i związała z tym odbiciem. Z tą taflą. Z tym hipnotyzująco, porażająco żenującym widokiem.
Gdzieś w Hanaelu zjeżyła się mała, sycząca nienawiść. Dlaczego nie umiał być lepszy?
Opuścił powieki, opierając głowę o ścianę. Wzmocniony zapach wilgotnego drewna uderzył go w nozdrza.
Zasuwa, uświadomił sobie naraz. Nie zasunął zasuwy.
Wstał z ociąganiem. Wiedział, że to głupie. Wiedział, że żadna idiotyczna zasuwa nie zatrzyma tego, przed kim uciekał. A i tak zasuwał ją za każdym razem.
Po usłyszeniu znajomego szczęknięcia jak duch przeszedł do salonu, przypominając sobie, że zostawił lampę oliwną w kuchni. Opadł tylko na fotel, wzdychając, i dopił resztkę kawy. I tak nie miał ochoty czytać.
Mógł spędzić ten wieczór tak jak wszystkie poprzednie. Patrząc na żółty płomień świecy, wdychając powoli wypalający się wosk i pozwalając powiekom bezwiednie opadać. Tylko po to, żeby zaraz potem obudzić się w nerwowym podrygu.

* * *

Hanael drgnął, uderzając łydką o stół, ale niemal nie poczuł bólu. Słyszał tylko własne serce mocno huczące w uszach. Wyprostował się, nadal w jakiś sposób ospały, nie umiejąc rozgonić resztek koszmarów, które wydawały się lepić do niego nieprzyjemnie, i spuścił stopy na podłogę.
Świeca musiała zgasnąć, stwierdził Hanael, powoli odlepiając włosy od spoconego karku. Wyciągnął rękę, chcąc znowu ją zapalić ― i podskoczył jak rażony prądem, słysząc pukanie.
W jednej chwili uderzyło go uczucie, że słyszał je już wcześniej.
A więc to ono go obudziło.
Powoli złapał oddech. Nie chciał otwierać. Chciał skulić się w fotelu i czekać, aż ta osoba, ktokolwiek to był, odejdzie i tylko jej cień prześlizgnie się jeszcze po zasłonach.
Ale wstał, prostując się na ułamek sekundy, i podniósł zapaloną już świecę. W nocy przychodziły czasem matki z dziećmi czy chorzy. Musiał otworzyć. Był to winny każdemu.
Poruszał się jednak z ociąganiem, jakby smoła oblepiała go i ciągnęła ku ziemi, a wszystko w nim zaczynało pulsować bólem. Jego mięśnie znowu spięły się w znajomy sposób. Żołądek skurczył się chyba kilkakrotnie, próbując przycisnąć Hanaela do podłogi.
Może to przez cień, przesadnie czarny cień, jaki wszystkie przedmioty rzucały w świetle świecy. Tak wyraźny kontrast żółci i czerni nagle wydał się groteskowo nieprzyjemny.
A przecież nie było powodów do paniki.
Hanael odetchnął. Żadnych powodów do paniki, miał ochotę powiedzieć swoim dłoniom, drżącym tak mocno, że cienie na ścianach zaczęły tańczyć od chyboczącego się płomienia. Wszystkie nagle wyciągały swoje czarne łapy w jego stronę, jakby chciały go przyszpilić.
Hanael odsunął zasuwę, mocniej zaciskając dłoń na świecy.
Szczęknięcie metalu.
Skrzypnięcie drzwi.
Krzywy uśmiech Raziela stojącego po drugiej stronie.
I nagle blask świecy i syk, z jakim wypaliła się w locie, rzucona w stronę gościa. I gwałtowny trzask, gdy Hanael zamknął drzwi i oparł się o nie, mamrocząc splątane słowa. Magia zatańczyła, ale, jak szybko przewijany film, nie zdążyła nawet odbić się echem w jego głowie, gdy osiadła na wejściu.
Hanael odepchnął się od drzwi, zataczając się do tyłu jak pijany. Wpatrzył się w nie, mając wrażenie, że zaraz upadnie.
W absolutnej, bezszelestnej ciemności panowała cisza.
„Uciekaj”, wymamrotało coś w Hanaelu i wiedział, że musiał tego posłuchać, musiał uciekać.
Zrobił krok do tyłu ― drzwi wyskoczyły z zawiasów, a ciemna sylwetka postawiła na nich stopę.
― Całkiem celny rzut.
Hanael mógł wyobrazić sobie jego krzywy, zadowolony uśmieszek.
Skulił się, chcąc przestać istnieć. Zapaść się albo zamienić w zwierzę i nie myśleć. Nie chciał myśli, nie chciał wspomnień, które uderzyły mu do głowy, nie chciał drżeć, nie chciał, żeby zbierało mu się na rozpaczliwy szloch.
Cofnął się kolejny krok, próbując uformować nowe zaklęcie na języku.
Trzask ― powietrze rozdarło się dookoła niego, a on uderzył o deski, czując płuca podskakujące w klatce piersiowej. Hanael uniósł drżącą dłoń do gardła, jakby chcąc się upewnić, że nie utknęły gdzieś w przełyku.
Zaczął wypowiadać zaklęcie, szybko, a to nabrało jasności, układając się przed nim, zasłaniając Raziela. Hanael wzdrygnął się, gdy poczuł magiczne uderzenie w barierę, ale zachował stabilność.
Musiał uciec.
Próbował się podnieść, jednak poślizgnął się i upadł na kolana, nie przestając mamrotać kolejnych zaklęć. Nakładał je na siebie, przeplatał, opierając się rozdygotaną dłonią o ścianę i wstając. Nie mógł myśleć o Razielu. Nie mógł myśleć o tym, co stanie się, gdy go złapie.
Musiał wstać.
Musiał uciec.
Jego nogi były niewspółpracującymi, drżącymi szczudłami, a podłoga i ściana wydawały się zrobione z masła, gdy Hanael w końcu podniósł się, z jednej strony zalany białymi błyskami swojej bariery.
Spojrzał na nią zmrużonymi, przestraszonymi oczami, czując, jak głowę zalewał mu ból, i szybko przełożył zaklęcie. W jednej chwili cały blask pomknął w stronę Raziela. Hanael słyszał głuchy trzask gdzieś w oddali, jakby z krańca świadomości.
Tylko domek zadrżał w posadach.
Ale Hanael już nie zwracał na to uwagi, już otwierał drzwi do małego pokoju z łóżkiem, już na oślep rzucał się w kierunku szafy i otwierał ją, wygrzebując ze środka plecak.
Miał w nim wszystko. Wszystko, co się liczyło.
Przycisnął go do siebie, szybko układając nowe zaklęcie i przeplatając je ochroną ― i naraz jego mięśnie zaczęły drętwieć, zatrute obcym czarem.
Hanael zastygł z mocno przyciśniętym do piersi plecakiem, zwinięty niemal w kłębek, i spojrzał na drzwi. Raziel opierał się o framugę. Ust nie dało się dostrzec, ale Hanael słyszał jego szept.
Musiał uciec. Nie mógł zostać. Nie mógł…
Chwycił słowo z zaklęcia Raziela i wplótł je do bariery niemal instynktownie. Schował twarz w plecaku, zaciskając oczy, udając, że był sam, że świat nie istniał. Tylko jego stłumiony mamrot tworzył narastającą barierę, połykającą kolejne czary przeciwnika w niezdarny sposób i drżącą od zatrucia.
Ale Hanael zaraz rozbił te słowa. Zaraz wyciągnął z nich, jakby wypruwając z materiału zaklęcia inną nitkę, nowy czar.
Otoczył się nim, a ten szumiał mu w uszach i stopniowo czynił jego wyobrażenie rzeczywistością.
Oddzielał go od podłogi, od drewnianego domku, od Raziela. Oddzielał go od tego świata. Hanael miał wrażenie, że każde kolejne wypowiedziane słowo osłabiało jego oddech. Ból w głowie wzmacniał się, serce biło coraz silniej, coraz bardziej łapczywe życia, i tylko uścisk na plecaku stopniowo stawał się mniej kurczowy.
A potem Hanael poczuł pod nogami grunt. I nie miał nawet siły podnieść głowy, by zobaczyć, gdzie był. Jego ręka powoli opadła na gorącą, spękaną ziemię, ciągnąc za sobą całe ciało.
Hanael zapadł w sen.




Woo, i pierwszy rozdział za nami! To całkiem ekscytujące, znowu publikować na Internetach po tak długiej przerwie. Może nawet tym razem jestem na tyle dużą dziewczynką, żeby nie bać się każdej publikacji jak jakiegoś sądu ostatecznego, kto wie. A może jednak nie i zaraz zeżre mnie stres, haha. Część procesu twórczego.

Mam nadzieję, że rozdział dało się indżoić. Nad drugim już pracuję, więc no, w ciągu dwóch tygodni, jest nadzieja. Zobaczymy, jak to wyjdzie tym razem; jedno wiem na pewno, nie będę przepisywać tego tekstu po raz kolejny, bo to już drugi szkic. Za daleko, żeby teraz znowu się cofać.

Pozdrawiam! <33 

EDIT 04.12.2015: Miały być dwa tygodnie, wyszło jak zwykle. Nie to, że rozdział się nie pisze, po prostu dużo pracujemy i mamy intensywne dialogi (ja i rozdział w sensie, nie, że w rozdziale są intensywne dialogi), a w dodatku pracuję nad first draftem innego projektu, dlatego wszystko wlecze się i wlecze. Także no, rozdział na pewno w końcu się pojawi, to nie tak, że nigdy go nie będzie/blogasek jest porzucony, bo nie jest. Nie jest też tak, że boję się publikować. Po prostu jestem leniem. Woohoo.

26 komentarzy:

  1. Na początku było trochę baboli i dziwnych rzeczy, które przyzwyczajenie kazało mi wytknąć i skrytykować, ale powstrzymałam się, gdyż nie wiem czy sobie tego życzysz. W każdym razie jedno napisać muszę. Imienia się już więcej pisać nie dało? Za dużo, za dużo, oj za dużo. Jeśli w opisywanej scenie biorą udział dwie osoby, w dodatku różnej płci, to imion można użyć spokojnie kilka razy w ciągu całego tekstu, bo czytelnik nie będzie miał najmniejszego problemu z ogarnięciem sytuacji. Przez to też nagromadziło ci się tyle niepotrzebnych akapitów. W jednym miejscu zauważyłam zły zapis dialogu - jeśli życzysz sobie, abym wypisała błędy, to daj znać :)
    A teraz przejdę do fabuły, chociaż dużo na jej temat nie powiem po samym pierwszym fragmencie. Początkowo zastanawiałam się, czy w ogóle zerkać do tekstu, bo wzmianka o znikomym romansie trochę mnie zasmuciła, w związku z tym, że jestem wielką fanką romansów fantasy, ale przeczytałam i... podobało mi się. Główny bohater mnie zaciekawił, wydaje się taki do polubienia, że się tak wyrażę ^^ Trochę dziwny, taki wyalienowany i jakby z problemem ze samym sobą. Lubię postaci przemyślane pod względem psychologicznym, w dodatku zaciekawiło mnie, dlaczego Hanael jest winien mieszkańcom cokolwiek. Ostatnia część tekstu była dla mnie średnio zrozumiała, ale mam nadzieję, że przy drugiej części trochę mi się rozjaśni.

    Życzę weny i zapraszam do siebie (oczywiście jeśli zniesiesz fantasy w wersji romantycznej ^^)
    http://szeptpapierowegomiasta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *przez chwilę nie może wyjść z wrażenia, że actually pojawił się komentarz*
      Boże, ja mam tak, że kompletnie nie wyczuwam powtórzeń imion w tekście. W sensie, zaczęłam akceptować je jako taki brak powtórzenia, coś, co się po prostu pojawia i jest okej. Ale chętnie dowiem się, w których momentach uważasz, że jest tego za dużo. <3 I generalnie chętnie przyjrzę się błędom, które zauważyłaś, w sumie to tylko second draft, po to go publikuję, żeby zobaczyć, co się ludziom nie podoba. (I podoba. Czemu nie.) I tak a' propos tego, chciałabym jeszcze, żebyś powiedziała, czy stylistycznie da się to czytać? D:
      Aw. Hanael budzi takie mieszane uczucia, cieszę się, że póki co cię nie drażni. D: Taa, on ma dużo problemów ze sobą i w sumie głównie o tym jest ten tekst. W sensie o jego próbach radzenia sobie z tymi problemami i dostosowywania się do rzeczywistości. Tak bardzo fail, Hanael, tak bardzo fail.
      Mam ten sposób prowadzenia fabuły, że wszystko powoli się rozjaśnia, ale na moje oko do trzeciego rozdziału będziemy w domu z podstawami funkcjonowania świata przedstawionego (co za spoiler!), więc to może coś jakoś podpowie.
      Cieszę się, że dałaś opku szansę i bardzo dziękuję <33

      Usuń
  2. "Hanael odepchnął się od drzwi, zataczając się do tyłu jak pijany. Wpatrzył się w nie, mając wrażenie, że zaraz upadnie.
    W absolutnej, bezszelestnej ciemności panowała cisza.
    „Uciekaj”, wymamrotało coś w Hanaelu i wiedział, że musi tego posłuchać, musi uciekać."
    W wielu miejscach imię nie było w ogóle potrzebne.

    "Dziewczyna spuszczała wzrok na swoje małe stopy w drewnianych sandałach." - spuszczała sugeruje, że robi to w nieskończoność.

    "Czarne włosy, splątane i napuszone od deszczu, [[ zasłaniały jej twarz i opadały na pokryte gęsią skórką ramiona ]], a przemoczona sukienka lepiła się do łydek." - w nawiasie brzmi dziwnie z tym "i", w sensie to są te same włosy, a opisane tak oddzielnie sprawiają dziwne wrażenie.

    "Dziewczyna nie poruszała się do stopnia, w którym przypominała bardziej obrazek niż żywego człowieka stojącego tuż przed Hanaelem." - Początek zdania bardzo nieudany. Dziewczyna może się nie ruszać i na tle czegoś wyglądać jak obraz, ale nie ruszać się do stopnia przypominania obrazu? Mam nadzieję, że to widzisz.

    ""― Jestem… piękna. ― Niedowierzający mamrot wydobył się z jej ust. " - mamrot to część mowy, więc niedowierzający z małej litery.

    Strasznie dużo masz też wtrąceń, w niektórych miejscach takie namnożone i niepotrzebne.
    Tak czy siak to tylko moje sugestie.

    A co do postaci, to lubię czytać o skrzywionych umysłach, jest wtedy tak artystycznie xD Fakt, momentami może być wkurzająco, jak w przypadku tej przesadnej nieśmiałości ze strony Thati (tak ona miała?), ale póki co jeszcze nie było, Hanael jest na plus póki co.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uwagi! Zawsze najlepiej je dostać i przemyśleć. Wtrącenia w sumie są częścią mojego stylu i raczej nie chcę się ich wyzbywać, bo są dla mnie ważne, ale co do wypisanych faili skonsultuję się z moją betą i porozmawiamy, co z tym zrobić.

      Tak, ona tak miała, ale to było jej w sumie jedyne wystąpienie w tekście, więc ona już nie będzie nas irytować. <33 Zostajemy z nieszczęśliwym Hanaelem, haha!

      Usuń
  3. Ale magia. :D Masz przez to rozumieć, że oczarowałaś czytelnika, czyli mnie. Tyle wspaniałych, barwnych opisów! Jedne z lepszych, jakie widziałam. Konstruktywną krytykę otrzymałaś w komentarzu wyżej, więc nie będę go powtarzać. ;) Te dwa tygodnie trzeba przeczekać…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach. Cieszę się, że opisy ci się podobają <33 To dla mnie bardzo ważne, bo niedawno mocno przeskoczył mi styl i to tak naprawdę pierwsza moja publikacja w Internetach z, powiedziałabym to, w miarę rozwiniętym stylem.

      Dziękuję bardzo <33

      Usuń
  4. No, to teraz moja kolej. Niestety, nie wypiszę co jest nie tak, bo, tak szczerze, to wszystkie wersje mi się już mieszają i nie pamiętam, co było w której. xD
    Ale w żadnym wypadku nie jest to na minus. Dzięki temu widzę, jak ten tekst ewoluował i zamienia się w coś coraz lepszego. Rozwinęłaś wszystkie postacie, a raczej te, które do tej pory się pojawiły, nawet randomowa dziewczyna, co chciała być po prostu piękna stała się bardziej namacalna niż poprzednio.
    Oczywiście Hana kocham całym sercem i nie mogę się doczekać mojego drugiego ulubieńca (wiadomo...). Jestem ciekawa, ile zmian jeszcze wprowadziłaś i naprawdę, naprawdę chcę przeczytać ten tekst do samego końca, choćby miało Ci to zająć dekadę.
    Trzymaj się cieplutko Koh i niech wena będzie z Tobą!
    ~Cah

    OdpowiedzUsuń
  5. To. Je. Dobre.
    Jestem wdzięczna Nerce, że mi dała linka (i szablon ode mnie tu jest xD!). Nie wiem, co pisać, bardzo podoba mi się przedstawienie magii. Bardzo ładna narracja i podoba mi się styl. Wpadłaś mi w oko, nie spierdol tego!

    " Wzdrygnął się" - dużo tu spacji, czy miał tu być nowy akapit?

    "Hanael miał suche usta, dziwnie wysuszony język i czuł się już od dłuższego czasu niezdatny do mówienia." - przed chwilą upił trochę zimnej kawy, czyż nie? :P

    Jak na mój gust trochę za dużo powtarzania imienia Hanaela (może dałoby się czymś zastąpić?).

    A tak to nie mam uwag.
    Będę czytać. Prawie niczego w Internetach nie czytam. Ale to mi się podoba. To będę. Nawet zaobserwuję. Co mi tam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... możliwe, że upił. #frajerstwo Zanotuję i poprawię, dziękuję <33

      Tak, Nea dała mi też linka do twojej szabloniarni i robisz naprawdę świetne szablony ;u;

      Och, nie jesteś pierwszą osobą, która napomyka o powtarzaniu imienia, więc postaram się to ograniczyć. Dziękuję bardzo za uwagę. I cieszę się, że styl ci się podoba, bo ostatnio się o to troszkę martwiłam.

      ...mam nadzieję, że nie spierdolę. DD:

      Usuń
    2. oj weź, bo spąsowieję ;-;
      (i czemu się mnie boisz, co?)

      Usuń
    3. I W OGÓLE, KISZKO, PLEBSIE. JA CI DAM PLEBSIE. TY... TY... TY PLEBSIE TY!!!!!!!!!111111111111oneoneelevenspamspam

      Usuń
    4. DOBRA ZDZISŁAW LUZUJ ZWIERACZE DŻIZ.
      Przez ciebie Koh na mnie krzyczy. Info o obawach interpersonalnych było... prywatne! Ty Denko ty! Obrzucę ci dom kozami. D:

      Koh, zrobimy ci spam. Będziesz mieć dużo komciów. Ludzie będą czytać twoje opko all the time, bo tyle komciów.

      Usuń
    5. A potem wejdą w komentarze i czar pryśnie :cc

      Den, boję się większości ludzi! D: To po prostu mój normalny stan czy coś xDDD

      Usuń
    6. Hue hue hue, masz za swoje, Kiszko.
      No nie wiem, ja to się ciągle dowiaduję, że ktoś się mnie boi. ._. nie wiem, nie jestem jakimś mega hejterem, za jakiego mnie mają, no. Tylko trochę. Czasami.

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Kiedy zacznie płakać, że musi pisać, i zacznie pisać. :D

      Usuń
    2. Jeżu. Przestanie płakać.
      [*]

      Usuń
    3. ... *zerka na datę* Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku. D:
      (NEA PRZECIEŻ OSTATNIO PISZĘ : /)

      Usuń
    4. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
      CHLEBA I IGRZYSK, OPEK I KOMCI!

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Napisany! Teraz jeszcze muszę go doszlifować, więc jeszcze pewnie maks tydzień i będzie! Na to liczę przynajmniej. #nadzieja

      Usuń
    2. WEŹ SIĘ, CO. JA TWOJE OPKO U SIEBIE NA BLOŻKU POLECAM, A TY NIC NIE PUBLIKUJESZ ;-;

      Usuń
  8. Hej!

    Ojej, naprawdę już polubiłam Hanaela. To, jak porównuje siebie do mizernego nastolatka skojarzyło mi się z Noragami... Aj, jakoś już późno, a ja rozmyślam zamiast pisać sensowny komentarz. O tej porze już mi chyba nie wyjdzie.

    Do zobaczenia pod następnym rozdziałem :>

    OdpowiedzUsuń

^